W Polsce spadła kolejna rosyjska rakieta i znowu mamy bezrefleksyjne, medialne zamieszanie przez cały dzień. Efekty dziennikarskich „wysiłków” będą kabaretowe, natomiast mieszkańcy Polski pokryją się polityczną pianą nienawiści. I nic więcej. Kupa śmiechu dla jednych i wielkie emocje dla drugich.

Rosjanie strzelają obecnie tak intensywnie, że muszą powstawać przy tym błędy i zagrożenia dla krajów sąsiadujących z terenem działań wojennych. Niestety, nie unikniemy takich zdarzeń. Możemy wypowiedzieć Rosji wojnę, ale to nie pomożę w niczym. Możemy odpowiedzieć rakietami, ale to tylko zwiększy ryzyko kolejnych uderzeń. I możemy nic konkretnego nie robić, co właśnie się dzieje.
Przypomniała mi się rakieta, która całkiem niedawno zabiła dwóch Polaków. Też nie zrobiliśmy nic konkretnego. Ta rakieta też przyleciała ze Wschodu. I co? Podobno nawet prawdy Polakom nie powiedziano, bo polityka tego wymagała. Milczenie było w inkryminowanym przypadku złotem? Dla kogo? Po co? Nie rozumiem takich tajemnic czy raczej celowych prowokacji politycznych dla zwiększenia ilości piany na Polakach.
Pamiętam też rozwalony dom, bo tak zestrzeliwano lecącą z Rosji rakietę. Ale słabo pamiętam dokładne opisanie tej sprawy w mediach, bo przecież ważne były tylko sensacyjne momenty, natomiast proza życia i wyniki badań obchodzą już tylko ekspertów i nie dają politycznej piany.
A kiedy dziennikarze drążą jeden problem: dlaczego wyły syreny i nie było SMS-ów z RCB. To ja przestaję się śmiać. Chce mi się płakać nad Polską.
Piotr Tomski








